Pogrobowców czas
Data: 11.10.2010

Zaraz... Czy Syd nie wycofał się z branży muzycznej na początku lat '70? Ach, to tylko kumple wypuszczają jeszcze jedną składankę jego najlepszych utworów. Mowa oczywiście o płycie An Introduction To Syd Barrett, która trafiła dziś do sprzedaży. Muzyki Barretta nigdy nie za wiele, skąd więc ten mój cynizm? Tak myślę, że wydawanie entej kompilacji najlepszych piosenek kogoś, kto nagrał ich stosunkowo niewiele, trąci trochę biznesmeńskim żerowaniem na jego twórczości. To miło, że szatą graficzną zajął się sam Storm Thorgerson. Z kolei David Gilmour i kilku innych profesjonalistów podjęło się jeszcze jednej obróbki dźwiękowej solowych dokonań Syda (chwytliwa nalepka na opakowaniu bardziej lansuje Davida Gilmoura jako producenta niż Syda Baretta jako wykonawcę). Żyjemy w czasach, kiedy monofoniczne wersje nagrań są Świętym Graalem kolekcjonerów, a zremasterowane nagrania Barretta od lat są łatwo dostępne w wersji stereo na różnych nośnikach. Ich dźwięk jest czysty, nie ma tam żadnych trzasków ani szumów. A zatem cała zabawa służyła chyba tylko temu, by w spisie utworów można było obok kilku tytułów dopisać tajemnicze 2010 Mix - elektryzująco, prawda? Nie wiadomo czego się spodziewać, i aż uszy swędzą, żeby iść do sklepu i wydać kasę na płytę. Kup to! Udowodnij sobie, że jesteś prawdziwym fanem! Wszystkie te piosenki masz na innych płytach, ale ich wersje są nieaktualne, bo teraz jest atrakcyjny miks z roku 2010! Jeśli ktoś życzy sobie usłyszeć kompozycje Syda Barretta w wersji, której ich autor nigdy nie słyszał, niech biegnie do sklepu. To ohydnie taktowne z Waszej strony, że o mnie pomyśleliście i jestem wdzięczny za unaocznienie faktu, że mnie tu nie ma - szkoda, że pierwszym utworem na albumie nie jest Jugband Blues, zaczynający się tymi słowami... Ale okiełznajmy już uszczypliwości wymierzone w wydawcę i skupmy się na tym, co można powiedzieć o samej płycie. Album zestawia solowe piosenki Syda z jego utworami dla Pink Floyd. Piosenek jest tutaj 18+1 (zakup płyty uprawnia do ściągnięcia utworu Rhamadan z Internetu). Gilmour postanowił dograć partię gitary basowej do piosenki Here I Go, co dla jednych może być plusem, dla innych zaś minusem. Dla mnie, ta płyta jest kukułczym jajem, wrzuconym do cudzego gniazda. Takie odświeżanie utworów na siłę przypomina mi przemalowywanie żółtej łodzi podwodnej na niebiesko...

     << powrót