Dlaczego Pink Floyd?
Data: 26.09.2011

Ty mi powiedz! Na temat wielkiego przedsięwzięcia marketingowego, którego podjęła się firma EMI pisałem już w czerwcu (patrz: Ze stopą w Twoich drzwiach z dnia 21.06.2011). Przypomnijmy, że chodziło o cyfrowe zremasterowanie wszystkich studyjnych płyt Pink Floyd. Jednych ten fakt cieszy, drugich niepokoi. Skąd powody do radości? Niewątpliwie dobrą nowiną jest to, że przy tej okazji muzycy Pink Floyd w końcu pozwolili na opublikowanie całej masy dodatkowych rarytasów z trzech swoich albumów. Są to np. nagrania koncertowe, "odpady" studyjne i alternatywne wersje utworów. Po latach zamiatania pod dywan wszystkiego, co Floydzi uznali za nie dość dobre, nareszcie mamy okazję poznać Ciemną Stronę Księżyca czy Mur od podszewki. To pierwszy prawdziwy ukłon wobec zatwardziałych fanów, gdyż wcześniejsze wydawnictwa kolekcjonerskie nie prezentowały niczego nieoczekiwanego. Niestety, kampania "Why Pink Floyd?" ma również mroczną stronę. Należy zadać pytanie: czy nagrania Floydów rzeczywiście mają tak mizerną jakość, skoro ucieka się do ponownej obróbki dźwiękowej? Zauważmy, że w wyniku tego posunięcia do sklepów trafią płyty Pink Floyd o brzmieniu w pewnym stopniu fałszywym, niezgodnym z wersją autorską (wcześniej dotknęło to album The Piper At The Gates Of Dawn, który oryginalnie został wydany tylko w wersji mono). Odświeżanie ponadczasowości? Absurd! Czy to muzyka ma sprostać nowoczesnym czasom, czy nowoczesne czasy dźwiękom muzyki? Najpierw postanowiono ulepszyć płyty The Beatles, co zaowocowało zapowiedzią dalszych zmian w przyszłości. To samo dzieje się teraz z Floydami, którzy należeli do tej samej "stajni" fonograficznej. Pozostaje cień nadziei, że kolejne wznowienia pozostaną niezależne i będą oparte na pierwotnym, matczynym, jedynym prawdziwym brzmieniu. Tym czasem, w sklepach dostępne są od dzisiaj nowe wersje albumów Pink Floyd - można je poznać po kolorowej nalepce w lewym górnym rogu. Ostrożność przede wszystkim...

     << powrót