List otwarty Rogera Watersa
Data: 14.08.2013

Chciałbym odnieść się do komentarzy na temat przedstawienia The Wall w Belgii, które pojawiły się w Internecie. Często po prostu ignoruję ataki tego rodzaju, lecz oskarżenia rabina Coopera są tak dzikie i sfanatyzowane, że domagają się odpowiedzi... Takimi słowami zaczyna się list otwarty Rogera Watersa z początku sierpnia bieżącego roku, w którym muzyk odnosi się do zarzutów Abrahama Coopera. List został przetłumaczony i można go znaleźć w Czytelni. W swojej twórczości Waters nie raz dawał upust niechęci do ekspansywnych zapędów rządów, między innymi brytyjskiego (rozlicza się z nim albumem The Final Cut). Na spektaklach The Wall już w czasach premiery na początku lat osiemdziesiątych były obecne nawiązania do nazizmu w postaci stylizowanego na swastykę symbolu Młotów, czarnych mundurów czy pełnych uprzedzeń haseł wykrzykiwanych przez postać Pinka, gwiazdę rocka i totalitarnego przywódcy w jednej osobie. Wszystko to jest częścią historii, którą opowiada dzieło, jest wliczone w przedstawienie jako satyra i stanowi przerysowany obraz tego, co dzieje się w umyśle głównego bohatera. Jednak przy radykalnym proteście Rogera Watersa wobec agresywnej polityki Izraela (do bojkotu przyłącza się co raz więcej artystów), reakcję osób niezaznajomionych z fabułą i przesłaniem Muru można było łatwo przewidzieć. Każda osoba publiczna, która odważy się na krytykę działań izraelskiego rządu musi się liczyć z następstwem lawiny oskarżeń pod swoim adresem. To przykre i żenujące, że pojęcia takie jak holocaust i antysemityzm są wykorzystywane przez polityków i pseudodziennikarzy jako narzędzia do piętnowania tych, którzy głośno sprzeciwiają się zrzucaniu izraelskich bomb. Rzeczy powinny być nazywane po imieniu. Nie wszystkie rzeczy noszą ładne imiona.

     << powrót