Syd Barrett

Autor: Lasotnik

Urodził się jako Roger Keith Barrett, 6. stycznia 1946 roku w Cambridge, jako czwarte z pięciorga dzieci swoich rodziców. Imię "Syd" przylgnęło do niego, gdy miał 15 lat. W tym samym czasie zmarł jego ojciec, Max. Nim zaczął przygodę z gitarą, Syd grywał na ukulele, banjo i pianinie (jednak znany był przede wszystkim z talentu malarskiego). Jego pierwszą gitarą była akustyczna gitara Hofner. Zanim zaczął kształtować psychodeliczny repertuar Pink Floyd, grał w Geoff Mott And The Mottoes (1962) oraz The Hollerin' Blues (1964). Przez krótki okres grał też na gitarze basowej w zespole Those Without. W roku 1964 przyjechał do Londynu i dołączył do grupy The Tea Set. Dziś uważa się, że to właśnie on dwa lata później zaproponował zmianę nazwy tego zespołu na Pink Floyd. Wspominany jako indywidualista, opanowany, wrażliwy, błyskotliwy, elokwentny i zabawny młodzieniec o wielu talentach i ogromnej wyobraźni, zawsze wyróżniający się oryginalnym ubiorem i będący duszą towarzystwa. Jako muzyk Pink Floyd zajmował się śpiewem i grą na gitarze. Sprzęt używany przez Syda w czasach jego przynależności do zespołu (według Vernona Fitcha i jego Encyklopedii Pink Floyd) to:

- gitara Danelectro

- gitara elektryczna Fender Esquire Telecaster

- gitara elektryczna Fender Stratocaster

- akustyczna gitara Sovereign 1963

- dwunastostrunowa gitara Yamaha

- jednostka Binson Echorec

- fuzz gitarowy domowej roboty

- do gry techniką slide: zapalniczka Zippo, szyjka butelki, łożysko kulkowe

Na początku współpraca z Sydem układała się bardzo dobrze. Według przyjaciół, Syd komponował jak maszyna: wystarczyło zostawić go z gitarą, a on zjawiał się za kilka dni z gotowym zestawem utworów. Nie rozstawał się ze swoim małym zeszycikiem, pełnym własnych wierszy. Gdy jakaś piosenka potrzebowała tekstu, Syd otwierał kajecik i zawsze potrafił znaleźć w nim coś odpowiedniego. Inspirowała go między innymi literatura dziecięca. Do tekstów swoich piosenek często wplatał zdarzenia i postacie, które znał z książek czytanych mu przez matkę. Znamiennymi przykładami "bajkowych" utworów są np. The Effervescing Elephant (jedna z jego pierwszych kompozycji), The Gnome z pierwszej płyty Pink Floyd i Dark Globe. Źródłem inspiracji w dwóch ostatnich przypadkach była twórczość J.R.R. Tolkiena, który był ulubionym pisarzem Barretta.

To dzięki Sydowi zespół Pink Floyd odniósł pierwsze sukcesy. Był autorem radiowych przebojów Arnold Layne oraz See Emily Play. Debiutancki album Floydów również zawierał głównie jego materiał. Krótko mówiąc, cały ówczesny repertuar Pink Floyd opierał się przede wszystkim na tym, co tworzył Syd.

Wkrótce po wydaniu debiutanckiej płyty, Syd Barrett został jednak odsunięty od zespołu. Co było powodem takiej decyzji? Wielu ludzi daje wiarę pogłoskom, jakoby Syd chorował na schizofrenię. Syd brał gigantyczne dawki LSD, co rzekomo przyspieszało rozwój choroby. Prawdą jest, że z czasem nie był już w stanie grać czy śpiewać na koncertach, o ile w ogóle fatygował się na miejsce. Źródłem jego problemów nie było jednak szaleństwo, lecz ludzie. Schizofrenię Syda Barretta zdiagnozowali dziennikarze, krytycy i biznesmeni z przemysłu muzycznego, nie lekarze (u których bywał kilkakrotnie). Syd złamał się pod ciężarem własnych ideałów i ambicji. Wielka presja, jaką otoczenie wywierało na nim swoimi żądaniami, doprowadziła go do depresji. Psychodeliki, które zażywał w ogromnych ilościach, pogłębiały stan, w jakim się znalazł. Prawda nie jest medialna, ale to głównie im - LSD, marihuanie, meskalinie czy psylocybinowym grzybom - zawdzięczamy eksplozję kreatywności wśród artystów ery kontrkulturalnej. Rewolucja obyczajowa i zmiana świadomości całego pokolenia, nagły wysyp inteligentów o twórczych i otwartych umysłach, wielość książek, obrazów i płyt do dzisiaj zachwycających fantazją swych twórców - wszystko to było pokłosiem eksperymentów z psychodelikami. Syd - jak setki muzyków, poetów, malarzy i filmowców w owym czasie - bombardował się nimi i jego twórczość zyskała na tym bardzo wiele. Substancje te nie są jednak dobrymi "pocieszycielami" i nie powinny być używane dla uśnieżenia chandry czy ucieczki od rzeczywistości. Bynajmniej, nie są odpowiednie dla udręczonych umysłów. Kiedy Syd zaczął czuć się niewygodnie ze swoją sławą, wielkie ilości LSD pogłębiły jego wyrzuty sumienia. Doprowadziło go to do psychicznego załamania. Przez resztę muzyków jego zachowanie było widziane jako zwykłe rzucanie kłód pod nogi, wynikające z kaprysu, nieodpowiedzialności czy nawet złośliwości. Od czasu do czasu zdarzały się dni przynoszące nadzieję na poprawę sytuacji w zespole, ale trudności zawsze powracały. Niekiedy, Syd doprowadzał kolegów z zespołu do szewskiej pasji. Na jeden z koncertów, Roger Waters dosłownie wcisnął Sydowi gitarę w ręce i siłą wypchnął go na scenę. Odurzony kwasem Syd stał nieruchomo, wyglądając jak katatonik - blady jak kreda patrzył przed siebie, nie wypowiedziawszy ani słowa.

Po komercyjnych sukcesach pierwszych piosenek otoczenie wywierało na nim coraz silniejszą presję. Fani, media, producenci, zespół - wszyscy oczekiwali więcej chwytliwych numerów. Syd wmówił sobie, że zdradza swoje artystyczne ideały. Ta myśl nie dawała mu spokoju, stała się wręcz jego obsesją. Zamknął się w sobie i brał LSD czasem kilka razy dziennie. Odloty po kwasie wydzierały go światu, w którym niechciana sława dosłownie "czyhała" na niego. Nieustanne odrętwienie Barretta stawało się nie do zniesienia dla pozostałej trójki muzyków. Podjęto więc bardziej radykalną próbę ratowania zespołu, wychodząc z założenia, że Syd jest zwyczajnie przemęczony. Ta hipoteza zawiodła cała czwórkę muzyków na wspólne wakacje. Wyjazd nie przyniósł oczekiwanych zmian, sytuacja stawała się beznadziejna. Grupa zdała sobie sprawę z tego, że z Sydem na pokładzie ma marne szanse na przetrwanie. Równie kiepskie miała bez niego - pod względem muzycznym i lirycznym Syd był liderem i filarem ówczesnego Pink Floyd. Pewnego dnia, do współpracy z czteroosobowym zespołem zaproszony został przyjaciel Syda, David Gilmour. Pierwotnie miał być drugim gitarzystą na koncertach. Ponieważ jednak Syd nawalał coraz częściej, David zaczął z czasem pojawiać się również na próbach. Gilmour nie znał wówczas mrocznych szczegółów sytuacji, w której go postawiono, choć kiedy pojawił się pierwszy raz i spojrzał w oczy Syda, pomyślał, że dzieje się z nim coś złego. Twarz Syda nie zdradzała już wtedy żadnych emocji, uczuć czy myśli, a dawniej roześmiane oczy były teraz "jak czarne dziury w niebie" (w ten sposób określił je później Roger Waters). Zespół odbył w pięcioosobowym składzie (z Gilmourem grającym zza pleców Barretta) około pięciu występów. Większą część swojego ostatniego koncertu z Floydami, Syd Barrett spędził siedząc na scenie z kamienną twarzą. Wkrótce, w drodze na kolejny koncert, Waters zaproponował, by tym razem nie zatrzymywać się pod domem Syda i odegrać koncert z Davidem Gilmourem jako pełnoprawnym gitarzystą. Syd Barrett nigdy więcej nie zagrał już razem z Pink Floyd.

Jeden z ostatnich utworów Syda Barretta napisanych dla Pink Floyd, Jugband Blues, został włączony w 1968 roku do drugiej płyty, choć nagrano go jeszcze w 1967 - razem z Sydem. Cały materiał przygotowany z myślą o nowym albumie okazał się za krótki, więc zespół sięgnął po kompozycje Barretta. Sarkastyczny tekst tej piosenki przesiąknięty jest aluzjami do kroków podjętych przez grupę wobec swojego niedawnego lidera. Syd śpiewa w niej "czuję się niezmiernie zobowiązany do podkreślenia faktu, że mnie tu nie ma" i dalej "zastanawiam się, któż mógł napisać tę piosenkę..." oraz "na czym dokładnie polega ten dowcip?" - czyżby Diament przewidział, że już wkrótce koledzy będą potrzebować brzytwy, za którą nie zawahają się chwycić? Jugband Blues to piosenka wybrana jako najmniej przejmująca spośród ostatnich kompozycji Barretta, powstałych z myślą o Pink Floyd. Obok niej były jeszcze dwa inne utwory: Vegetable Man oraz Scream Thy Last Scream, które do tej pory nie zostały wydane oficjalnie, ze względu na skrywany w sobie ładunek goryczy.

Z początku uważano, że to raczej Pink Floyd pójdzie na dno po odejściu Syda. Z taką myślą od zespołu odwrócili się obydwaj jego menedżerowie - Andrew King i Peter Jenner, którzy zostali przy Sydzie. Potem wydano dwa jego albumy solowe (The Madcap Laughs oraz Barrett). W sesjach nagraniowych brali udział również muzycy z Pink Floyd. Pod koniec lat '80 ukazał się album Opel, zawierający niepublikowane wcześniej utwory Syda, zarejestrowane podczas sesji w latach 1968-70. Do tej pory wydaje się składanki najlepszych utworów Syda, np. wydana w 2001 roku płyta Wouldn't You Miss Me? czy An Introduction To Syd Barrett z roku 2010. Wiele osób zachęcało Barretta do powrotu do studia na różnych warunkach. Kilku muzyków zapraszało go do nagrania wspólnego albumu. Jeśli jednak dochodziło do jakiejś współpracy, Syd ze swoimi "dziwactwami" okazywał się wkrótce osobnikiem zbyt trudnym do obcowania. Muzycy wspominają, że współpraca z Sydem w tamtym czasie była koszmarem. Jego niezorganizowanie przeplatało się z zachowaniem niezrozumiałym dla nikogo, a dla niektórych wręcz irytującym. Któregoś dnia pracy nad solowym materiałem Syda, Gilmour wszedł do studia i zobaczył go siedzącego na podłodze z gitarą o strunach tak poluzowanych, że pospadały z gryfu. Grał w ten sposób jeszcze jakieś 30 minut. Współpraca z nim wymagała niewątpliwie dużej cierpliwości i pewnej wyrozumiałości. Z czasem namowy na powrót do muzycznej działalności zupełnie ucichły. Również nowy zespół Syda - Stars - spalił na panewce. W prasie ukazał się bardzo krytyczny artykuł na temat koncertu Barretta, na którym odłożył gitarę i zszedł ze sceny w środku utworu. W końcu uszanowano fakt, że mistrz awangardy i psychodelii zdecydował się na zawsze odejść w cień.

Syd odciął się od muzycznej przeszłości, zaniechał komponowania, przestał pisać teksty i powrócił do swojego prawdziwego imienia (podpis "Roger" widnieje na jego zachowanych obrazach). Ostatni raz, gdy zjawił się w studiu Abbey Road, zrobił to zupełnie niespodziewanie. Zespół Pink Floyd był wówczas w trakcie nagrywania albumu Wish You Were Here (albumu, którego przewodnim tematem jest nieobecność). Syd zjawił się w studiu podobno w momencie pracy nad utworem Shine On You Crazy Diamond, poświęconym właśnie jemu. Gdy stanął przed kolegami, nikt go nie poznał. Syd bardzo się zmienił. Przytył, ogolił sobie głowę i brwi, był pochmurny, sprawiał wrażenie zagubionego. Miał na sobie długi przeciwdeszczowy płaszcz, w rękach trzymał torbę z cukierkami i lemoniadę, a w ustach małą szczoteczkę do zębów. Mało mówił, ale wszystko uważnie obserwował. Roger Waters puścił mu fragment utworu i poprosił o wypowiedź, ale Syd nie powiedział niczego konkretnego. Podobno wcześniej zapytał Watersa o to, gdzie ma dograć gitary. Nick Mason zachował z tego dnia inne wspomnienie. Według niego, na pytanie Davida Gilmoura "czym się teraz zajmujesz?" Barrett udzielił odpowiedzi "ano mam kolorowy telewizor i lodówkę - trzymam tam schabowe, ale ciągle znikają, więc muszę stale kupować nowe". Tamtego dnia koledzy widzieli się z Sydem po raz ostatni.

W życiu Syda incydenty zdarzały się również poza studiem. Podczas podróży do Stanów (jeszcze w czasach jego wspólnych koncertów z zespołem), Syd beztrosko zapalił papierosa w samolocie. Gdy został poproszony o jego zgaszenie, zrobił to wdeptując peta w wykładzinę. Deski podłogowe swojego pokoju pomalował na fioletowo i pomarańczowo ze względu na fascynację, jaką podczas jednego z kwasowych odlotów wzbudziły w nim śliwka i pomarańcza. Jeśli zapraszał do siebie na obiad, również należało spodziewać się przygody. Przygotowywaniem posiłku zajmował się sam i porcją dania głównego mogło okazać się np. pół głowy surowej kapusty. Istnieje również groteskowa legenda, według której Syd miał na kilka dni zamknąć swoją dziewczynę w pokoju i karmić ją herbatnikami podsuwanymi pod drzwiami. O "szalonym Sydzie" przez lata wymyślono wiele bzdur...

Gorzkie wydarzenia związane z Sydem, jak również sama postać Syda, zainspirowały kilka utworów w różnych czasach działalności Pink Floyd. Wspomnę tu chociażby teksty Nobody Home czy Brain Damage, no i oczywiście Shine On You Crazy Diamond - tu również w warstwie muzycznej: uważne ucho rozpozna kilka nut z See Emily Play, którymi Richard Wright kończy album Wish You Were Here. Również w filmowej wersji The Wall widać kilka nawiązań do życia Syda, wplecionych w postać głównego bohatera - Pinka.

Gdy Syd wycofał się z branży muzycznej, zamieszkał w Cambridge, w domu swojej matki. Regularnie odwiedzała go tam siostra, Rosemary. Rosemary wspomina, że w późniejszych latach prowadził bardzo spokojne życie, znów zajmował się malarstwem (głównie interesował go abstrakcjonizm i impresjonizm). Dodatkową pasją stało się dla niego ogrodnictwo. Być może echo nieprzyjemnych doświadczeń z karierą pozostawiło w jego psychice pewne piętno, gdyż jego zwyczajem było niszczenie lub zamalowywanie własnych obrazów po uprzednim ich sfotografowaniu. Rosemary po jakimś czasie przestała rozmawiać z nim na temat jego muzycznej przeszłości, wiedząc że nie lubi wracać pamięcią do tego okresu. Jednak w 2005 roku, przy okazji charytatywnego koncertu "Live 8" zapytała go, co myśli o powrocie Pink Floyd po latach, w pełnym składzie. Syd nie powiedział ani słowa, ani też nie zareagował w żaden sposób. Rosemary stwierdziła wtedy: On nie jest już Sydem. Teraz jest Rogerem.

Roger Barrett zmarł  7. lipca 2006 roku w wieku 60 lat. Miał raka trzustki i powikłania wywołane cukrzycą. Czy tego chciał czy nie, dla świata prawdopodobnie pozostanie już Sydem, legendą psychodelicznego rocka i człowiekiem, który zaszczepił w Pink Floyd zamiłowanie do eksperymentowania z dźwiękami.

Polecam również lekturę wspomnień Rosemary Barrett na jego temat. Tekst znajduje się tutaj.

 

|  Syd Barrett  |  Roger Waters  |  David Gilmour  |  Richard Wright  |  Nick Mason  |